5 Rano

24 czerwca 2018, 06:15 Komentuj (0)

Obudził mnie mój koffany psiutek, jest 5.05 i niedziela ;) Mam to szczęście, że mogę po prostu otworzyć drzwi balkonowe i nie muszę się nigdzie wybierać, żeby mały mógł skorzystać z kibelka. Na polu mżawka i szaroburo, więc psie łapy i nos już po chwili ciaprały szybę okna od drugiej strony domagając się wpuszczenia spowrotem do ciepłego wnętrza. Hmmm spać już raczej nie będę, najwyżej zdrzemnę się trochę po południu. Zrobiłam więc sobie kawusię i teraz siedzę z tabletem. Kawka oczywiście obowiązkowo z mlekiem i miodem. W domu cicho jak makiem zasiał, rodzinka pogrążona w głębokim śnie. Lubię tak posiedzieć sama ze sobą, łatwiej zebrać myśli i doświadczyć błogiego odprężenia. Czytał ktoś może "Wysoko wrażliwi" Elaine N. Aron - to m.in. o mnie, moim GR i naszej córci. Ottworzyły mi się oczy na wiele aspektów, lepiej rozumiem siebie, swoje dziecko, męża, nasze reakcje, lęki, potrzeby. Gdy żyjesz w przekonaniu, że jesteś jakiś inny niż wszyscy, że nie lubisz podążać w stadzie, a raczej sam, że maglujesz w głowie wciąż to co Cię spotyka na codzień, przeczytaj tę książkę, może jest również o Tobie, pozwoli Ci zrozumieć i pokochać siebie.

To był długi czwartek...

21 czerwca 2018, 18:37 Komentuj (0)

Dlatego długi bo 9 godzin za biurkiem nad papierami, 30 st. C w pokoju, mimo włączonego wiatraka, otwartych drzwi i okna mózg zaczął mi się lasować już w połowie zmiany. W czwartki zawsze pracujemy od 8 do 17. Najgorzej jest latem, nie ma tu klimy niestety. Nie lubię tej pracy, ale coś w życiu trzeba robić, żeby utrzymać siebie i rodzinę no i mieć pieniądze na swoje hobby. W końcu to właściwe, prywatne życie zaczyna się po pracy, kiedy można realizować się dla siebie. Dziś z powodu obezwładniającego upału dłużyło się szczególnie. Dopiero teraz siedzę na sofie z tabletem i popijam piwko, w TV leci mecz Francja-Peru, GR chrapie w fotelu, po czym wnoszę że wynik nie zmienia się już od dłuższego czasu. Ja czekam na meczyk niedzielny, jak znowu spartolą zdejmuję transparent z balkonu !

Niedziela 17.06.2018 r. - Jestem.

21 czerwca 2018, 09:53 Komentuj (0)

Napiszę dzisiaj o czymś, co chciałabym pamiętać, bo mnie to w jakiś sposób wzruszyło, o ile to dobre określenie. Otóż, parę tygodni temu natrafiłam na YouTub-ie na vloga ojca Szustaka "Langusta na palmie" (gorąco polecam, vlog jest świetny) i oglądam go sobie w wolnych chwilach. Ostatnio zaś znalazłam jeszcze stronę "www" o tej samej nazwie, gdzie jest jeszcze więcej materiałów ojca Szustaka, do przeczytania, obejrzenia i refleksji. Znalazłam to wszystko przypadkiem, poszukując w internecie czegoś wartościowego, czegoś do przemyślenia, związanego z życiem, wiarą, sensem istnienia itd. Wciągnęły mnie te filmiki ojca Szustaka, treści jakie przekazuje i muzyka. Jest dla mnie takim kaznodzieją na miarę obecnych czasów, elastycznym, zwyczajnym, nie przynudza, nie bawi się w jakieś słowne dewocjonalia, mówi przede wszystkim o życiu. Dzisiaj też znajomy, z którym się dawno nie widziałam, ani nie rozmawiałam, przesłał mi krótki filmik na WhatsApp-ie, taki religijno-przemyśleniowy z pięknymi widoczkami i przewijającą się na ich tle treścią, w którym najbardziej wzruszyły mnie słowa końcowe, gdzie kobieta prowadząca dialog z Bogiem, pyta Go czy jest coś co chciałby przekazać ludziom, a On odpowiada: - "Tak, że JESTEM".
I ja, podczas gdy w ostatnich tygodniach naszły mnie różne dręczące wątpliwości, przemyślenia itp., biorę telefon do ręki, bo akurat "bipnął" że coś mi przyszło, odtwarzam sobie w/w wiadomość, a w niej bach... odpowiedź... Pomyślałam, że takimi ścieżkami chodzi Bóg, posługuje się innymi ludźmi, zdarzeniami i wszystkim co nas otacza, żeby do nas dotrzeć. Jeśli otworzymy się na to, wówczas mamy szansę doświadczyć Tej bliskości i odpowiedzi na dręczące nas pytania przyjdą same ot tak.
Po tym zdarzeniu przez całą niedzielę miałam ogromną potrzebę pojechania na mszę św., a nie byłam już w kościele ho, ho jak dawno. Wybrałam moją ulubioną mszę o godz. 21.00 w swojej dawnej parafii (bo teraz mieszkam gdzie indziej). Zatem siedzę już w kościele i myślę, ciekawe o czym będzie ewangelia i kazanie, czy usłyszę coś o sobie, do siebie itp. No i zaczęła się ewangelia Mk4, 26-34 "Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. (...)" I później kazanie, że Pan chce w nas zasiać nasienie królestwa Bożego, jednak plon zależy nie tylko od jakości ziarna, ale również od ziemi, na którą spadnie. I skończyła się msza, siedzę jeszcze w ławce, większość ludzi wychodzi z kościoła, pomyślałam, że skoro już tak dawno tu nie byłam, to może kupię sobie jeszcze jakąś gazetę do poczytania w domu. Stanęłam na przeciwko stojaka z prasą, zaczęłam przeskakiwać wzrokiem po tytułach gazet, w końcu myślę sobie: "Boże, wybierz mi coś z tych gazet, bo nie mam pojęcia co w nich jest" i w końcu sięgnęłam po tytuł "Gość niedzielny"... I tak idę do samochodu, w rękach trzymam tę gazetę i myślę sobie, że ten tytuł to jakby o mnie, ja jestem taki "gość niedzielny", nawet w znaczeniu coś jakby "kierowca niedzielny", czyli zaglądam tu rzadko... To tyle :)

Dodam jeszcze, że w chwilach zwątpienia, zawsze pojawia mi się dręcząca myśl, że to nie żadne "znaki z góry", tylko ja dorabiam sobie własny komentarz do przytafiających mi się zdarzeń. Ech, Panie Boże który Jesteś, będziesz miał ze mną ciężki orzech do zgryzienia. Jednak, w tych rzadkich chwilach olśnień duchowych, człowiek czuje się jakby miał skrzydła. Chciałabym wciąż i wciąż doświadczać takich chwil. Czekam...

© 2003-2007 copyright ownlog.com